PRAWDZIWY MOTOCYKLISTA
FELIETON WODZA

Tekst - Arkadiusz Giemula
FELIETON napisany w roku 2016
Obecnie rzadziej niż jeszcze kilka lat temu, ale jednak czasami, Motocykliści dyskutują przy ogniskach podlewanych piwem o swojej „prawdziwości”. Obgadują i opisują cechy jakie powinien mieć ten legendarny „PRAWDZIWY MOTOCYKLISTA”. Jakoś takoś widzę, że temat ten podnoszą raczej starsi doświadczeniem kumple. Tak trochę marudzą w stylu „Starego Dziada” który narzeka na młodzież. Starsi stażem koledzy, z nieukrywaną tęsknotą i nutką żalu w głosie, opowiadają jak to onegdaj bywało, kiedy to oni sami byli jeszcze piękni i jurni.
Sam nie jestem jeszcze w wieku jakimś wielce szlachetnym, ale jednak trochę siwego włosa na łbie się już pokazało. Zabawę w motocyklowanie zaczynałem w czasach, w których Motocyklista był kojarzony dosyć jednoznacznie. Nie tylko z wyglądu ale również z zachowania. I nie tylko ludzie postronni, ale sami Motocykliści między sobą promowali jakiś tam określony „motocyklowy” wizerunek. Każdy kto ma dzisiaj 40 i więcej wiosen, doskonale pamięta czasy w których w naszym kółku różańcowym królowały czarne skórzane Ramonezki. Nieodzownym atrybutem „Prawdziwego Bikera” był też brud za paznokciami i unoszący się odór benzyny. Nie ukrywam … sam trochę tęsknię za tamtymi „śmierdzącymi” czasami. Ale chyba jednak nie tyle z powodu nostalgii za brudem i smrodem, ale raczej z powodu tęsknoty do trochę „innych” klimatów towarzyskich. Pamiętam … że praktycznie każdą wolną chwilę spędzałem w piwnicach i garażach. Znajomość każdej śrubki swojego motocykla była wtedy czymś absolutnie podstawowym. Zwyczajnie każdy kto chciał jeździć motocyklem, musiał być wtedy też dłubaczem. Nie piszę „Mechanikiem” ale właśnie” Dłubaczem”, bo ani nasza wiedza, ani narzędzia ani dostęp do części nie były raczej wysokich lotów. . Ale w tych „motocyklowych Norach” nie siedziało się tylko po to by dłubać w motocyklach.
Siedziało się po tam bo były one czymś w rodzaju klubów. Spotykali się tam ludzie o podobnych zainteresowaniach, żeby zgłębić tajniki mechaniczne, dzielić się doświadczeniami, planować wyjazdy ( wtedy raczej krótsze niż dalsze). Ale najbardziej chyba się tam łaziło żeby zwyczajnie i po prostu się kumplować. Dzisiaj młodszym kolegom trudno w to wierzyć, ale jeszcze całkiem nie tak dawno nie było internetu i for motocyklowych. Więc właśnie tymi miejscami gdzie motocyklowi zapaleńcy się integrowali, wymieniali się wiedzą i przemyśleniami były właśnie te przez wielu wspominane z tęsknotą, brudne piwnice i garaże.
Dzisiaj już mamy ten cały internet. Z jego wszystkimi zaletami ale i wadami. Tam praktycznie jest to wszystko co my” starzy” mieliśmy w piwnicach. W sieci są dzisiaj i koledzy i ich pomoc. Są tam i części i mechanicy. Jest tam generalnie wszystko to co pozwala układać i planować sobie motocyklowe życie. Więc jeżeli chodzi o to czym teraz gaworzymy, czyli o „Prawdziwości Motocyklowej”, to raczej nic się tu za bardzo nie zmieniło. Kiedyś, gdy jakiś „Świeżak” przylazł tylko raz do piwnicy i w dodatku tylko po to tam wlazł żeby poszpanować, to był tak samo szybko wywalany z towarzycha jak dzisiaj wywala się „Forumowego Trolla”. Jednak pomimo tego że w internecie dzisiaj „wszystko jest”, to jednak jakaś część mojej Motoduszy tęskni za tym … brakiem narzędzi, części i generalnie … prawie wszystkiego tego, co dzisiaj uważamy za coś absolutnie niezbędnego, a czego wtedy nie mieliśmy. Ale chyba najmocniej tęsknię za tym co było w tym może najważniejsze … za tym czymś zupełnie prostym. Za żywym kontaktem z tak samo jak ja śmierdzącym wachą kolesiem, z brudem za paznokciami. Ale czy byliśmy wtedy prawdziwsi od dzisiejszych motocyklistów?
Chciało by się postawić twierdzenie, że kiedyś ( w tych piwnicach ) istnieli motocyklowi Guru. Tacy starsi kumple, którzy zęby zjedli na motocyklach. Potrafią wszystko naprawić, każdy problem rozwiązać, zwyczajnie pomóc. Takie osoby cieszyły się ogromnym szacunkiem i słuchało się ich z otwartą gębą.Wszystko co robili przy motocyklach było dokładnie obserwowane. Były to zwyczajnie AUTORYTETY cieszące się wielką estymą. Ale czy tu coś się zmieniło? Czy wtedy było bardziej „prawdziwie” niż teraz? Bo bo czy teraz nie jest podobnie? Każde forum motocyklowe, każda grupa internetowa ma przecież taką osobę. Dzisiaj, tak samo jak kiedyś, można uczyć się od bardziej doświadczonych kolegów. Takim samym problemem jak kiedyś, jest i dzisiaj znalezienie osoby naprawdę mocno zakręconej, bo zwyczajnie takich osób było i jest mało. Tak samo jak kiedyś, tak i dzisiaj „Młode Wilki” szukają akceptacji starszych od siebie kolegów, których chcą naśladować. Tak samo jak kiedyś tak i teraz można się angażować w motocykle mocniej albo słabiej. No ale czy to może być wyznacznikiem jakiejś tam „prawdziwości”?
No więc postawmy sobie końcu to pytanie. Czy ta sławetna „Motocyklowa prawdziwość” to w ogóle istnieje???
Może teraz wielu z was zadziwię. Podejrzewam że paru z was oczekiwało od początku czytania tego rozdziału, że Wódz napisze na koniec coś politycznie poprawnego … coś o tej wspaniałej wspólnocie … coś o braku podziałów itp.itp. No i potem będzie już tylko pięknie, tęczowo i nastanie pokój na świecie. Otóż nie zupełnie moi drodzy. Ja temat „prawdziwości” widzę trochę szerzej niż czarne Ramonezki, długa broda czy frędzle na kierownicy. A to dlatego że jestem kolesiem, który siedzi w tym towarzystwie już ponad 30 lat. Poznałem masę ludzi z tych klimatów. Dlatego możesz się ze mną kolego nie zgadzać, ale ja osobiście do chodzę do wniosku że … … … PRAWDZIWI MOTOCYKLIŚCI ISTNIEJĄ!
No dobra Wodzu … zagadasz. No to zapodawaj mi tu zaraz i dokładnie jaki mam być żeby tym „Prawdziwersem” zostać. Co mam robić?
Koledzy … jeżeli już mamy kogoś opisywać, charakteryzować, określać jakieś jego cechy nadające mu jakieś tam określone miejsce w społeczności … to zrobimy to w tej książce. Myślę ,że po jej przeczytaniu sam doskonale będziesz wiedział, co cechuje prawdziwego Motocyklistę. I jeżeli chociaż trochę się postarasz, to jestem zupełnie pewny że NIM wtedy zostaniesz.
TO DO KOREKTY :
W dzisiejszych postępowych czasach, ewidentnie zauważalne jest takie zjawisko społeczne jak „ Pan Motocyklista” pisane przed duże „Ę” i „Ą”. Takich kolesi bardzo łatwo się wyłapuje w towarzystwie. Oni są tak specyficzni jak kolorowy kucyk Pony w stadzie dzikich Tarpanów. Nie chcę tu konserwować stereotypów, ale w zdecydowanej większości są to osoby wchodzące w świat motocyklowy już w wieku bardzo dorosłym. Ich doświadczenia motocyklowe nie zaczynały się od dziecinnej fascynacji motorowerami, nie znają garażowego życia śmierdzącego benzyną, nigdy nie mieli ubrudzonych olejami paznokci. Panowie Motocykliści przeważnie dojrzeli do motocykla w momencie gdy zauważyli że można takim gadżetem pokazać swój status finansowy ( a raczej często kredytowy ) i tym sposobem podbudowywać swoje ego. Temat stary jak świat. Zawsze rzeczy drogie i cenne były tym co pozwalało osobom majętnym ( lub zadłużonym ) pokazywać siebie innym jako lepszych od biednego pospólstwa. Motocyklowy świat nie jest tutaj wyjątkiem. W naszym towarzystwie też znajdzie się takie osoby. I O’K , tak jest i nie należy się temu dziwić. To co ja postrzegam jako jakiś tam problem, to sytuacja w której motocykliści , nazwijmy ich „ starej daty”, próbują upodabniać się stylem bycia do tych Panów Motocyklistów. Przestają doceniać to co jest ważne w motocyklowym świecie, i zaczynają małpować celebryckie zachowania jakie zawsze wyłażą w przypadku podbijania swojego ego majątkiem. Czyli tak po prostu temat nazywając, zaczynają szpanować motocyklem, ubiorem, lepszą flaszką, droższymi fajkami itd. itd. To małpowanie blichtru tak mnie wkurza, że przeważnie odpuszczam sobie przebywanie w takim towarzystwie. To zupełnie nie jest moja bajka.
Świat Motocyklowy to braterstwo ludzi którzy kochają motocykle bez względu na ich wartość finansową. Świat Motocyklowy to ludzie którzy czerpią przyjemność z jazdy na motocyklach. Świat Motocyklowy to zrozumienie że motocykl jest lekarstwem na trud życia i odskocznią od konwenansów i hierarchii społecznych. Świat Motocyklowy to wiatr i deszcz. Świat Motocyklowy to … … WOLNOŚĆ !
Dlatego mam małą prośbę do kolegów Motocyklistów. Chłopaki ! Nie małpujcie sezonowców, szpanerów i ludzi dla których motocykl jest złotym sygnetem do pokazywania swojej majętności! To oni weszli do naszego świata i to ich zasranym obowiązkiem jest poszanowanie NASZYCH ZASAD! Ponieważ TO JEST NASZ ŚWIAT ! To oni chcą być tacy jak my, bo naoglądali się filmów. Więc zwyczajnie bądźmy tym czym jesteśmy i szanujmy to co nas pozytywnie wyróżnia!
Dzisiaj coraz więcej spotów „motocyklowych” wyglądają tak, ż koleś przyjeżdża na motocyklu a jego panienka samochodzikiem. Jak tylko dojadą to wskakują w „cywilne” ciuchy. Siedzą potem z podobnymi sobie cywilami w gwiazdkowanej hotelowej restauracji, spijają kolorowe drinki i palą kolorowe lulki. Wieczorem towarzycho robi sobie dyskotekę i zamiast pogadać o motocyklach to skaczą w rytm głośniej muzyczki. Rano rozjeżdżają się grzecznie do domków. ZNACIE TO SKĄDŚ ? Tak tak … a kiedyś … dawno temu … siadało się na motocykl i jechało dla samej radochy z jazdy. Rozwalało się namioty i siadało przy ognisku żeby opowiadać o swoich motocyklowych przeżyciach. Mokra trawa … niebo … ognisko … stojące dookoła motocykle … i kumple którym zazdrościło się tego jak potrafią naprawić motocykl i tego gdzie byli na dwóch kołach.
… jeżeli ktoś ma problem, z wartościowaniem, który z powyższych sposobów integrowania motocyklowego jest tym „prawdziwszym” to niestety nie zrozumie tego o czym jest ta książka.